„Z kopyta kulig rwie”

07.02.2012

Siarczyste mrozy tegorocznej zimy zapewne nieco „spłoszyły” chętnych do odbycia kuligu ale nie wszystkich. Jak zaplanowano 7 lutego w Puławach k. Rymanowa u stóp Kiczery odbył się kulig z prawdziwego zdarzenia. Niech żałują wszyscy, którzy nie pojechali. Był niewielki mróz minus 7° C, bezwietrznie, słonecznie, śniegu pod dostatkiem. Sanie  zwane „kumoterki” zaprzężone w silne pociągowe konie ciągnęły aż siedem małych sanek na których jechali prawie wszyscy uczestnicy. Właśnie w tym była cała przyjemność. Choć zdarzyło się zerwanie linki mocującej sanki, śpiewy, wesołość i śnieżne swawole towarzyszyły przez cały czas. Kiedy na postoju w środku lasu zrobiło się nam odrobinę zimno, sympatyczny woźnica natychmiast rozpalił ognisko. Raczyliśmy się kiełbaską i gorącą herbatką. Ciepełko buchające z ogniska, „gorzałeczka” od woźnicy rozgrzała wszystkich i wcale nie chcieliśmy wracać. Ogromna dawka świeżego powietrza oraz ruch, bo na zakończenie sanny odbyliśmy długi spacer- pobudziły nasze apetyty. Ciepły i smaczny posiłek spożyty w restauracji o muzycznej nazwie „Amadeusz” wcale nie zachęcał do powrotu i co niektórzy chcieli powtórki. Wracając dziękowaliśmy kol. T. Czelny za pomoc w zorganizowaniu kuligu a kierowcy z firmy „Ryś” za bezpieczną jazdę. Szkoda tylko, że konie nie miały na uprzęży tradycyjnych janczarów. Zapewne charakterystyczny dźwięk dzwoneczków w rytm końskich kopyt na długo pobrzmiewałby w naszych uszach i przypominał o tej zimowej frajdzie.
Ewa Nowak